23.01.2015

Rozdział 1: Pierwszy dzień szkoły

   Zespół Good to be Bad jest spóźniony już prawie pół godziny na pierwszą lekcję w pierwszy dzień szkoły. Biegną w stronę sali, w której odbywają się zajęcia muzyczne.
   -A mówiłem żeby darować sobie tą kawę!- zawołał Philip.
   -Gdybyśmy darowali sobie kawę nie miałbyś siły teraz biegnąć!- odpowiedziała zgryźliwie Yvette, biegnąca na samym początku. Cała piątka po trzyminutowym biegu znalazła salę 124 i nie pukając weszła do sali gdzie odbywały się lekcje. Kilkanaście par oczu zwróciło się w ich kierunku, w tym świdrujący wzrok czterdziestoletniej kobiety, stojącej przed tablicą.
   -Eee, dzień dobry?- powiedziała niepewnie Lana przybierając niepewny uśmiech na twarz.
   -Dzień dobry, dzień dobry- westchnęła nauczycielka, odwracając się w stronę grupki przyjaciół i ignorując szepty klasy kontynuowała:
   -To wy jesteście tymi nowymi uczniami?- zapytała przyglądając się im.
   -We własnej osobie- powiedział Brian i dumnie wypiął pierś. Reszta zespołu poszła w jego ślady, przybierając przy tym śmieszne pozy i wywołując śmiech w całej klasie. Jedyną osobą, która się nie śmiała była nauczycielka.
   -Minęło trzy czwarte lekcji, a wy zjawiacie się dopiero teraz. To jest lekceważenie nauczyciela, kto śmie tak postępować?- odparła z pogardą i uniesioną głową.
   -My- zaśmiała się Yvette. Philip tylko wywrócił oczami na odpowiedź przyjaciółki, wiedząc iż będą mieli kłopoty. Wraz z dziewiętnastolatką zaśmiała się reszta towarzystwa, jak zwykle prócz nauczycielki.
   -Młoda panno! Jak śmiesz!- kobieta podniosła głos.
   -Normalnie- brunetka uśmiechnęła się niewinnie i razem z przyjaciółmi zajęła miejsca na końcu sali.
   -Nie wierzę- rudowłosa opiekunka westchnęła, jakby do siebie.- Pierwszy dzień szkoły, a wy już się spóźniliście. Mogę wiedzieć gdzie byliście?- jej świdrujący wzrok niebieskich oczu wędrował po piątce przyjaciół.
   -Na kawce byliśmy- odpowiedział Chris mrugając jednym okiem w stronę pytającej. Po klasie rozszedł się chichot, który pod wpływem niebieskich oczu wychowawczyni, próbował być stłumiony.
   -Ponieważ jesteście nowi daruję wam, ale nie myślcie sobie, że takie zachowanie zawsze ujdzie wam na sucho- powiedziała, szczególnie przyglądając się pannie Jonnoy.
   Nauczycielka wróciła na swoje poprzednie miejsce, przed tablicę i wzięła kredę do ręki, aby poprowadzić dalej lekcje. Jednak zanim ją przyłożyła do tablicy rozbrzmiał dzwonek, który na szczęście uczniów oznaczał koniec pierwszej lekcji.
   Następna lekcja miała być piętro niżej, w sali 17. Zajęcia taneczne.
   -Taneczne?- jęknął Brian.- Może się zrywamy?- zaproponował ożywionym tonem, przyglądając się przyjaciołom z nadzieją.
   -Nie ma mowy- zaprzeczyła Lana.- Ja idę, jak coś to spotkamy się przed salą, w której będzie
następna lekcja- dodała i zaczęła się oddalać od grupy. Dziewczyna pewnym krokiem przemierzała korytarz. Zainteresowani, a szczególnie męska grupa tej szkoły przyglądała jej się uważnie. Niektórzy oblizywali wargi na jej widok.
   -Nie ma mowy, idę z nią- powiedział lider zespołu i ruszył w kierunku dziewczyny.
   -Nie szalejcie za bardzo- Chris poruszył zabawnie brwiami.
   -Idę, bo jest pierwszy dzień szkoły i nie zamierzam opuścić lekcji- szatyn pokazał mu język i odwrócił się, wołając przyjaciółkę.
   -Jak dziecko- skomentowała Yvette. Razem z Brian'em i Chris'em ruszyła ku wyjściu szkoły, unikając nauczycieli. Dziewiętnastolatek objął ją ramieniem i w trójkę, roześmiani opuścili budynek.

   -A reszta zrezygnowała?- zapytała dziewczyna zerkając na przyjaciela. Oboje w końcu dotarli przed salę i usadowili się na parapecie, naprzeciwko wejścia.
   -Tak- odparł krótko chłopak. Siedzieli chwilę w ciszy, która wcale im nie przeszkadzała. Chłopak chciał już coś powiedzieć do przyjaciółki, ale przerwał mu dziewczęcy głos, który nie należał do jego towarzyszki:
   -Cześć- na wypowiedziane słowo oboje odwrócili się w stronę nieznajomej.- To wy jesteście tymi wyszczekanymi, nowymi uczniami?- szatynka uśmiechnęła się w stronę chłopaka, nie zwracając uwagi na obecność jego przyjaciółki.
   -Można tak powiedzieć- odpowiedziała zignorowana Lana.
   -Martha- niebieskooka wyciągnęła dłoń w kierunku Philip'a, który ją uścisnął i się przedstawił. Natomiast szatynka z kolorowymi pasemkami została przez nią zignorowana.
   -Lana- odparła ze sztucznym uśmiechem.
   -Oprowadzić cię po szkole?- nowopoznana dziewczyna zaproponowała swoją pomoc chłopakowi. Rooney zerknął kątem oka na swoją towarzyszkę, która aktualnie przyglądała się Marthcie z chęcią mordu.
   -Nie dziękuję- odparł patrząc na nową znajomą.
   -Jak to?- zapytała zdziwiona. Nikt jej nigdy nie odmawia, nie jest do tego przyzwyczajona, przecież wszyscy w tej szkole ją uwielbiają.
   -Normalnie- uśmiechnął się.- Być może nie zauważyłaś, ale jestem tutaj z kimś- powiedział surowiej, wywołując lekki uśmiech satysfakcji na twarzy Giergow. Martha prychnęła i spojrzała na Lanę z pogardą. Po chwili odeszła zostawiając dwójkę przyjaciół. Chłopak zaśmiał się na zachowanie dziewczyny aż w końcu wzrok skierował na basistkę.
   -Mogłeś iść jak chcesz- dziewczyna wzruszyła ramionami.
   -Nie żartuj sobie- odpowiedział.- Nie zostawię cię tutaj samej- puścił do dziewczyny oczko, uśmiechając się.- Swoją drogą, widziałem jak patrzysz na nią wściekła- dodał. Przyjaciółka tylko wywróciła oczami i wywołała tym śmiech szatyna.
   Do dzwonka zostało pięć minut, które spędzili razem śmiejąc się i wygłupiając. Zwrócili tym uwagę kilku innych uczniów, ale szczerze mieli to gdzieś.

   -Co ty taka wściekła?- zapytał Sam na widok przyjaciółki.
   -Ci nowi- odpowiedziała i prychnęła.
   -Aaa, ten zespół, tak?- spojrzał na dziewczynę, która kiwnęła twierdząco głową.- Chodzą pogłoski, że są bardzo dobrzy- dodał od siebie. Martha zmierzyła go przymrużonymi oczami i wyciągnęła ze swojej szafki książki potrzebne na następną lekcję.
   -Nie lubię ich- wyznała prosto z mostu.
   -Nawet z nimi nie rozmawiałaś- powiedział szatyn.
   -Dla twojej wiadomości na poprzedniej przerwie rozmawiałam z Philip'em, członkiem tego zespołu- odpowiedziała zgryźliwie.- Był z tą... Laną? Jakoś tak- wzruszyła ramionami.
   -I dlaczego tak ich nie lubisz?- Ordith uniósł jedną brew.
   -Ponieważ on mnie olał!- warknęła i zatrzasnęła swoją fioletową szafkę z takim hukiem, że kilka przechodzących uczniów spojrzało w ich stronę.- Wyobrażasz to sobie?- prychnęła nadąsana.
   -O czym rozmawiacie?- do dwójki przyjaciół podeszła Vanessa.
   -O tych nowych- odpowiedziała szatynka.
   -Martha ich nie lubi- wyjaśnił konkretniej Sam.
   -Całego zespołu nie poznałam, ale już nie lubię tej całej Lany- poprawiła.- Ten Philip jest całkiem, całkiem- uśmiechnęła się delikatnie.
   -Muszę iść, do zobaczenia później- szatyn pożegnał się z dziewczynami i ruszył w kierunku sali matematycznej. Pod salą spotkał swojego przyjaciela.
   -Siema- przywitał się blondyn, a Sam przybił mu piątkę.- Co ty taki naburmuszony?- zapytał mrużąc oczy.
   -Marthcie podoba się ten nowy- odpowiedział obojętnie.
   -Stary, ciągle nie dałeś sobie z nią spokoju?- Eliot spojrzał na niego spode łba.
   -Dobrze wiesz, że strasznie mi się podoba, a ten zasrany Philip wszystko psuje- splunął.
   -Aaa, tak kojarzę go- blondyn kiwnął głową.- Był dzisiaj na zajęciach tanecznych z jeszcze jedną z tego zespołu, Laną- dodał.- Poza tym wydaje mi się, że on jest z tą laską, więc Martha nie ma szans- uśmiechnął się, dając tym samym nadzieję przyjacielowi.

   -Laynaia!- krzyknęła nauczycielka.
   -Słucham?- Lana odparła spokojnie patrząc się poważnym wzrokiem w stronę nauczyciela.
   -To, że to jest twój pierwszy dzień w szkole nie znaczy, że masz prawo się tak zachowywać- odpowiedział surowo.
   -Ehe- odparła z uśmiechem.
   -Widzę, że to do ciebie nie dociera- usiadł przy biurku.
   -Ehe- kiwnęła głową na jego wypowiedź.
   -Powiesz coś więcej?- zapytał poddenerwowany pan Shoock.
   -Ehe- odpowiedziała wywołując tym śmiech wszystkich obecnych w klasie.
   -Ja ci nie odpuszczę, więc zostajesz dzisiaj po lekcjach- powiedział, uciszając uczniów.
   -Za co?!- dziewczyna uniosła lekko głos.
   -Za tego tampona nasączonego czerwonym barwnikiem, którego podłożyłaś mi na fotel- odpowiedział.
   -Skąd pan wie, że to barwnik?- dziewczyna poruszyła zabawnie brwiami wywołując kolejna salwe śmiechu.
  -Skończ, bo dodam ci kolejną godzinę po lekcjach- Shoock przybrał poważniejszy ton głosu.
   -Spoko- dziewczyna puściła mu oczko.
   -Nie pogarszaj swojej sytuacji- Philip szepnął szatynce do ucha.
   -Nie martw się o mnie mój drogi- przyjaciółka poklepała go dłonią na ramieniu, a następnie położyła na nim głowę.


   -Wracamy dziś jeszcze do szkoły?- Chris upił łyka wody.
   -Po co?- Yvette na niego spojrzała uśmiechnięta.
   -W sumie racja- blondyn przyznał jej rację.- Dajmy trochę naszym gołąbkom prywatności- dodał.
   -Nie wiem co wy od nich chcecie- Brian wzruszył ramionami.- To tak jakby stwierdzić, że ty i Yvette jesteście razem- wskazał na nich.
   -Umywam ręce- Wenth zrezygnował.
   -Twierdzisz, że jestem złym materiałem na dziewczynę?- brunetka spojrzała na niego poważnie.
   -W co ja się wkopałem- mruknął dwudziestolatek.
   -Pytałam się o coś- powiedziała surowo Jonnoy.
   -Gdzieżby, jesteś idealnym materiałem na dziewczynę- Chris uśmiechnął się, ukazując białe zęby.

__________________________________
Witam Was na moim nowym blogu :)
Być może są tu moi dawni czytelnicy, których bezgranicznie uwielbiam,
ale mam nadzieję, że są też nowi.
Liczę, że podoba Wam się początek tego opowiadania i zostaniecie ze mną do końca.
Cieszę się, że pomaga mi moja wspaniała Klaudia :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz