-Nie musisz krzyczeć- Philip pojawił się za nią i zwrócił jej uwagę.
-Zamknij się- dziewczyna spojrzała na niego przymrużonymi oczami i uderzyła go z pięści w ramię. Chłopak złapał się za miejsce, w które Lana uderzyła udając, że to go boli. Zdenerwował tym bardziej dziewczynę, która tym razem się na niego rzuciła.
-Złaź ze mnie!- krzyknął przerażony, nosząc przyjaciółkę na plecach.
-Nie musisz krzyczeć- przedrzeźniała go z uśmiechem.
-Dzieciarnia!- Yvette krzykiem przerwała bitwę Ronney'a i Giergow.- Mówiłaś, że masz dla nas dobre wieści- zwróciła się do Lany. Szatynka zeszła z pleców przyjaciela i stanęła obok niego.
-Tak, mam dobre wieści- uśmiechnęła się.
-Mamy- poprawił szatyn, patrząc na Laynaię. Przyjaciółka warknęła pod nosem i już chciała mu coś zrobić, ale Chris złapał ją w pasie i przyciągnął do siebie.
-Nawet o tym nie myśl- powiedział blondyn.
-Uratowałeś mi życie- powiedział Philip do przyjaciela z wdzięcznością.
-Będzie czas kiedy nikogo nie będzie w pobliżu i nikt ci nie pomoże, a nawet nie usłyszy twojego krzyku- syknęła Lana. Szatynowi natychmiast zrzedła mina, a pomieszczenie przeszył śmiech zespołu.
-Dobra koniec tego cyrku- zaśmiał się Brian.- Więc co to za wieści?
-Załatwiłam nam występ w klubie 'Light'- odpowiedziała zadowolona dziewczyna, uwalniając się z uścisku Chrisa.
-Załatwiliśmy- poprawił ją Philip.
-Tylko jeszcze dziś wieczorem pójdę porozmawiać z pracownicami żeby omówić szczegóły- dodała pomijając uwagę przyjaciela mimo uszu.
-Pójdziemy- Rooney znów się wtrącił.
-Trzymajcie mnie bo nie wytrzymam!- wybuchnęła Lana i rzuciła się w stronę szatyna. Tym razem nikt jej nie zatrzymał. Oboje zniknęli gdzieś w głębi domu.
-Ałaaa!- trójka przyjaciół usłyszała krzyk Philipa, który zawiadamiał, że potrzebuje pomocy. Nie chcąc tracić lidera zespołu pobiegli w stronę, w którą wcześniej biegła basistka i wokalista.
-Vanesso!- szef zawołał jedną ze swoich pracownic.
-Słucham?- blondynka podeszła do mężczyzny, poprawiając fartuch.
-Dzisiaj wieczorem przyjdzie tutaj zespół, który u nas jutro wystąpi. Chciałbym żebyś omówiła z nimi szczegóły, dobrze?- spojrzał na dziewczynę.
-Oczywiście- panna Bunderson uśmiechnęła się.- Mogę już iść pracować?- zapytała.
-Pewnie- siwiejący mężczyzna uśmiechnął się. Dziewczyna wróciła do głównej sali.
-Po co wołał cię szef?- zapytała Alyson, jedna z kelnerek.
-Wieczorem przyjdzie nowy zespół żeby omówić szczegóły ich jutrzejszego występu tutaj. Mówił, że mam się tym zająć- odpowiedziała, wycierając kieliszki ściereczką.
-Cześć Vaness!- do baru podeszła Martha.
-Hej- jej przyjaciółka się do niej uśmiechnęła.
-Pójdziemy dzisiaj gdzieś?- szatynka zapytała, przyglądając się ruchom dziewczyny za ladą.
-Dzisiaj nie dam rady- westchnęła Bunderson.- Dostałam dodatkową pracę. Mam załatwić sprawy z zespołem, który jutro u nas wystąpi.
-To szkoda- jęknęła przyjaciółka.- Ale wiesz co? Mogę ci pomóc- zaoferowała.
-Na prawdę?
-Tak, ty mi ostatnio pomogłaś z lekcjami- uśmiechnęła się.
-Dzięki- Vanessa uśmiechnęła się serdecznie do przyjaciółki.
-MY IDZIEMY NA DESKOROLKI!- Lana krzyknęła ile miała sił w płucach.
-Nie drzyj się!- skarcił ją Brian.- Stoimy obok- dodał.
-Marudzisz!- dziewczyna machnęła na niego ręką.
-Później ja i Laynaia idziemy załatwić tą sprawę w kwestii występu- dodał Philip.
-Nie mów na mnie pełnym imieniem- warknęła dziewczyna.
-Dobra, dobra. Idźcie już- Yvette zaczęła wyganiać trójkę przyjaciół z domu.
-Tylko jak już wszystko załatwicie wracajcie jak najszybciej. Trzeba jeszcze próbę zrobić- dodał Someo i zamknął za nimi drzwi.
-Jak miło- powiedział Chris.- Więc chodźmy!- wykrzyknął unosząc deskorolkę w górę.
-Zamknij twarz- mruknęła szatynka i ruszyła wolnym krokiem.- Kto ostatni stawia pizze!- krzyknęła nagle i z rozpędu weszła na deskorolkę.
Po kilku minutach Lana siedziała ławce przed skateparkiem, czekając na przyjaciół.
-Nareszcie!- zaśmiała się czując jak ktoś siada obok niej.
-Nie wiedziałem, że taka piękność na mnie czeka- usłyszała nieznajomy głos i odwróciła się. Zobaczyła przystojnego szatyna o głębokich, niebieskich oczach.
-Taylor- przedstawił się i wyciągnął rękę w jej kierunku, posyłając jej urocze spojrzenie.
-Lana- odwzajemniła gest i uścisnęła jego dłoń.
-Tu jesteś!- usłyszała za plecami głos przyjaciela. Chris do niej podszedł i próbował zrównać oddech.
-A gdzie ta ciamajda?- zapytała blondyna.
-Tylko nie ciamajda!- oburzył się Philip wychodząc zza rogu.
-Taylor, oto moi ułomni przyjaciele- dziewczyna wskazała na dwójkę zmęczonych chłopaków.- Ułomni przyjaciele, to jest Taylor- tym razem wskazała na nowopoznanego szatyna.
-Chris- blondyn przedstawił się i uścisnął rękę błękitnookiemu.
-Philip- zniesmaczony szatyn kiwnął w stronę nieznajomego.
-My właśnie idziemy do skateparku, idziesz z nami?- zapytała Lana.
-Nie, musze już iść, ale chętnie wyskoczyłbym gdzieś z tobą- uśmiechnął się uroczo do dziewczyny.
-Zapisać ci mój numer?- zapytała.
-To będzie zaszczyt- Taylor uśmiechnął się uroczo i podał dziewczynie swój telefon. Szatynka zapisała numer i oddała mu jego własność.- Dzięki.
-Nie ma za co. To do zobaczenia?
-Z pewnością- chłopak puścił Lanie oczko i odszedł, żegnając się z chłopakami kiwnięciem głowy. Chris mu odpowiedział cichym 'Cześć', a Philip stał z założonymi rękoma na klatce piersiowej i przyglądał się odchodzącemu chłopakowi.
-Nie podoba mi się ten chłopak- stwierdził Rooney.
-Cześć, jestem Vanessa- blondynka podeszła do dwójki przyjaciół.
-Cześć, ja jestem Philip, a to Lana- wskazał na dziewczynę, którą obejmował aktualnie ramieniem.- Przyszliśmy omówić szczegóły naszego jutrzejszego występu- dodał szatyn.
-Tak, wiem. Ja jestem za to odpowiedzialna- uśmiechnęła się Vaness.- Chodźcie, może usiądziemy przy barze- zaproponowała. Przyjaciele ruszyli za nią i usadowili się przed ladą. Blondynka usiadła naprzeciwko nich za barem.
-Cześć Philip- obok Bunderson pojawiła się Martha.
-Hej- mruknął chłopak i kiwnął w jej kierunku głową.
-Może wyskoczylibyśmy gdzieś dzisiaj?- Martha stawiała na swoim, znów ignorując jego towarzyszkę.
-Wybacz, ale jestem tutaj w kwestiach zawodowych- uśmiechnął się na odczepne do dziewczyny. Szatynka zrezygnowała i mierząc Lanę morderczym spojrzeniem odeszła.
-Przepraszam was za nią- odezwała się Vanessa.- Zaproponowała mi swoją pomoc i się zgodziłam- dodała.
-Nic się nie stało- odparła Lana z pobłażliwym uśmiechem.
-Więc może wrócimy do obowiązków?- Philip uniósł brew do góry, patrząc na swoje towarzyszki.
Piątka przyjaciół idzie już trzeci dzień do nowej szkoły. Pierwszą lekcję każdy ma inną.
-Gdzie macie?- Chris zapytał reszty, patrząc na swój plan.- Ja mam w 102, angielski.
-Ja mam w 201, muzyczne wokal- odpowiedziała Lana.
-Ja w 13, artystyczne - westchnął Philip.
-Ja mam na drugim końcu korytarza, w 29 muzyczne gitara- odpowiedziała Yvette.
-300, jest w ogóle taka sala?- wzburzył się Brian.- Do tego jeszcze matematyka!
-Dobra lepiej się już zbierajmy bo nie zdążymy na lekcje- powiedziała brunetka.
Philip idzie w stronę sali 144 gdzie ma odbyć się następna lekcja, tym razem cała ich piątka ma tą samą. Niecałe trzy metry przed schodami zostaje zatrzymany przez znajomą dziewczynę.
-Cześć- szatynka przywitała się z chłopakiem uśmiechem.
-Em, cześć- opowiedział Philip.
-Słyszałam, że będziecie dzisiaj grali w klubie, w którym pracuje moja przyjaciółka- zagadnęła.- Może wybralibyśmy się tam razem?- zapytała przygryzając wargę.
-Wybacz, ale nie mogę- uśmiechnął się.
-To może po koncercie?- dziewczyna nie dawała za wygraną.- Może zapiszę ci swój numer?- zaproponowała. Chłopak jednak jej nie słuchał, ponieważ ponad jej ramieniem zobaczył wściekłą Lanę, zbiegającą po schodach.
-Przepraszam, pogadamy później- zbył Marthę i ominął ją. Pobiegnął za przyjaciółką nawoływując ją.
____________________________________________
Długo zwlekałam z nowym rozdziałem, ale w końcu go dodałam :)
Mam nadzieję, że się Wam spodoba i zostaniecie ze mną do końca.
Zauważyłam, że bardzo dużo jest tutaj dialogów.
Postanowiłam trochę nad tym popracować i postarać się o większą ilość opisów.
Także, do następnego! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz