19.02.2015

Rozdział 3: Pomysł

   -Witam was na zajęciach muzycznych, które będą opierały się głównie na instrumencie strunowym szarpanym, czyli gitarze- mężczyzna przywitał się z młodzieżą.- Jestem Edward Simon i będę prowadził te lekcje. Mam nadzieję, że się nie tyle co dogadamy, a nawet polubimy- przedstawił się i uśmiechnął.
   Yvette w tym samym czasie wywróciła oczami na uprzejmość nauczyciela, wywołując chichot osób, które zdołały to zobaczyć.
   -Cisza- powiedział stanowczo pan Simon, przyglądając się klasie.-Chcę żeby moje zajęcia były prowadzone w miłej atmosferze. Dlatego siedzimy w kółku na tym dywanie. Teraz każdy z nas coś o sobie powie- dodał.-Może zaczniemy od ciebie- wskazał na blondyna z kolczykiem w wardze.
   -Więc nazywam się Eliot i mam dwadzieścia jeden lat. Odkąd pamiętam interesuję się muzyką. Na gitarze gram od ósmego roku życia. Od czasu, do czasu lubię też pośpiewać. Moim ulubionym rodzajem muzyki jest rock, funk-pop i tym podobne- chłopak zakończył swoją wypowiedź.
   -Dobrze, teraz wybierz osobę, żeby opowiedziała coś o sobie- zwrócił się do niego trzydziestoparoletni mężczyzna.
   Eliot od razu wiedział kogo wybrać.
   -Yvette- powiedział szybko. Od początku miał ją na oku.  Dziewczynie natychmiast rozszerzyły się oczy.
   -Ja?- dziewczyna wskazała palcem na siebie.
   -A jest tutaj jakaś inna Yvette?- nauczyciel spojrzał na dziewczynę.
   -Nie jesteśmy na 'Ty'- dziewczyna zmrużyła oczy.
    -Proszę zwracać się z szacunkiem do starszych- powiedział surowo Edward.
    -A skąd może pan wiedzieć, że jestem młodsza? Może jestem długowiecznym wampirem?- uniosła brew do góry.
    -To jest bardzo możliwe- powiedział ktoś z klasy, wywołując śmiech towarzyszy i chytry uśmiech Yvette, skierowany w stronę nauczyciela.
    -Dobrze, więc opowiedziałaby pani  coś o sobie?- pan Simon skapitulował.
    -Nie- dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
    -Musi pani o sobie coś powiedzieć- nauczyciel uśmiechnął się sztucznie.
    -Skoro pan tak ładnie prosi- powiedziała słodkim tonem głosu. Ignorując cichy śmiech w klasie zaczęła mówić:
    -Mam na imię Yvette, mam dziewiętnaście lat. Gram na gitarze od siódmego roku życia. Wraz z moimi przyjaciółmi mam zespół 'Good to be Bad'. A propos, występujemy dzisiaj w klubie 'Light'- brunetka zrobiła minę jak kobiety z reklam i mrugnęła okiem. W klasie znów rozszedł się śmiech.
    -A ta nazwa skąd się wzięła?- nauczyciel zapytał nastolatki.
    -Niech pan nie żartuje, że się jeszcze nie domyślił- Yvette parsknęła śmiechem.
    -Racja- mruknął Edward, a klasa zaniosła się tłumionym chichotem.
    Kiedy lekcja dobiegła końca brunetka zabrała swoją torbę i sprawdziła, czy nie ma wiadomości od znajomych. Na razie nie otrzymała żadnej, więc powolnym krokiem ruszyła w stronę sali, w której będzie mieć następną lekcję.
   -Yvette, zaczekaj!- usłyszała za sobą męski głos. Przystanęła i poczekała aż nieznajomy pojawił się koło niej.
   -Och, to ty- westchnęła i wywróciła oczami na widok blondyna.- Co chcesz?- zapytała prosto z mostu.
   -Od razu muszę czegoś chcieć?- uniósł brew do góry i uśmiechnął się.
   -Tak, inaczej byś mnie nie wołał- uśmiechnęła się sztucznie.-Więc..?- pogoniła go, kiedy nie odpowiadał.
   -Chciałem po prostu cię bliżej poznać- odpowiedział.- Może dasz się zaprosić na jakieś spotkanie?- spojrzał na nią uwodzicielskim wzrokiem błękitnych oczu.
   -Rozczaruję cię, ale nie- odparła surowo.
   -Nie daj się prosić- upierał się.
   -Powiedziałam nie- warknęła.- Wybacz, ale muszę już iść- powiedziała, widząc Briana i Chrisa. Odeszła od chłopaka nie czekając na jego odpowiedź. Szczerze miała ją gdzieś.
   -Witaj skarbie- Brian objął ją ramieniem, a dziewczyna tylko mruknęła coś pod nosem.
   -Co ty taka nie w sosie?- zapytał Chris.
   -Przez tego tam- kiwnęła głową w stronę Eliota stojącego pod oknem z kolegami.- Uczepił się mnie, jak rzep psiego ogona- warknęła z niechęcią.
   -Nie przejmuj się nim- brunet potarł ramię przyjaciółki swoją dłonią.
   -On mnie po prostu zdenerwował- przymrużyła oczy.- A gdzie Philip i Lana?- zapytała.
   -Philip wysłał nam SMS'a, że widział Lanę bardzo zdenerwowaną i idzie sprawdzić o co chodzi- odpowiedział blondyn.

   Chłodny wiatr, który był dość codziennym zjawiskiem w Londynie stał się irytujący za każdym razem kiedy muskał jej skórę. Ciepłe promienie słoneczne stały się obojętne i zbyt obfite. Rzadko spotykane, prawie bezchmurne i błękitne niebo jest teraz dokuczliwe jak nigdy dotąd. Nawet szary chodnik pod nogami wydawał się zbyt rażący swoim szarym odcieniem. Dziewczyna usiadła na najbliższej ławce i zamknęła oczy. Wzięła głęboki wdech i wydech, próbując się uspokoić. W nozdrzach poczuła znajomy zapach i ciepło od ciała, które ją do siebie przyciągnęło. Ramię oplotło jej talię, a ona wciąż nie otwierając oczu położyła głowę na ramieniu towarzysza. Zaciągnęła się zapachem męskich perfum, które dobrze znała. Jej mięśnie automatycznie się poluźniły. Otworzyła oczy, a świat wydawał się już mniej irytujący.
   -Co się stało?- usłyszała spokojny głos. Westchnęła nie chcąc jeszcze odpowiadać.
   -Może to się wydać głupie- zaczęła po chwili.- Ale mam śpiewać na balu- mruknęła z niechęcią.
   -To chyba dobrze?- spojrzał na nią. Dziewczyna wzięła głowę z ramienia chłopaka i spojrzała na niego.
   -Raczej nie- odparła twardo wciąż mu się przyglądając.- Dobrze wiesz, że nie umiem śpiewać- dodała, widząc jego brak przekonania. Jego ręka, która przed chwilą oplatała jej talię wylądowała na jej udzie. Chłopak najpierw uśmiechnął się, a później zaczął się śmiać pod nosem.
   -Co w tym takiego śmiesznego?- Lana wydęła wargę i odsunęła się od przyjaciela.
   -To, że chyba sobie ze mnie żartujesz- szatyn przestał się śmiać, ale szeroki i wspaniały uśmiech nie schodził z jego twarzy.
   -Mianowicie?- dziewczyna uniosła brew do góry.
   -Śpiewasz pięknie i nie próbuj mi wmawiać, że jest inaczej- spojrzał na nią przenikliwym wzrokiem.
   -Ale jak po jednej, głupiej piosence można wywnioskować, że mam zaśpiewać na balu?!- uniosła się.
   -Oj, siedź już cicho- Philip złapał ją za dłoń.
   -Ja nie dam rady- dziewczyna westchnęła i zaczęła bawić się jego dłonią oraz palcami.- Moim żywiołem na scenie jest  gitara basowa, a nie wokal. To twoja rola- mruknęła ostatnie zdanie.
   -Nie martw się, jak chcesz mogę ci pomóc- powiedział zupełnie poważnie.
   -Dziękuję!- Lana przytuliła się do przyjaciela.

   W pomieszczeniu panowała cisza. Piątka przyjaciół wyjątkowo siedziała cicho. Każdy był pogrążony we własnych myślach. Laynaia leżała z głową na udach Chrisa na kanapie. Yvette siedziała na dywanie, oparta plecami o kanapę. Pod jej ugiętymi kolanami znajdowały się plecy Briana, który leżał na brzuchu i tępo wpatrywał się w swoją komórkę. Philip tymczasem wylegiwał się na fotelu z nogami na oparciu i głową skierowaną ku dołowi. Siedzieli tak od końca swojej ostatniej próby przed wieczornym występem. Od tamtego czasu minęło prawie pół godziny.
   -Strasznie tu nudno- ciszę przerwał Brian.
   -Wpadłam na pewien pomysł- zaczęła Lana, podnosząc się. Przyjaciele posłali jej spojrzenie, że może kontynuować.- Kupmy sobie zwierzątko!- uśmiechnęła się, zadowolona ze swojego pomysłu.

__________________________________________
Oto krótki rozdział, który jak widać był mozolnie pisany :/
Przepraszam za takie opóźnienia, ale szybkość dodawania rozdziałów
zależy od wolnego laptopa i komputera. Na telefonie staram się pisać jak
najwięcej, ale wiadomo, że lepiej takie sprawy załatwia się na laptopie :)
Następny rozdział nie wiem kiedy się pojawi, ale mam nadzieję,
że będziecie czekać C:
 

1 komentarz:

  1. Super! Nie mogę się doczekać następnego rozdziału :D

    OdpowiedzUsuń